zupa blog

Twój nowy blog

xyz

Brak komentarzy

nie mam żadnego dowcipu do zamieszczenia.

Po ciężkim dniu w biurze, późnym wieczorem w końcu dotarła do ulubionego pub-u… Usiadła przy barze i delektowała się ulubionym drinkiem… Tak… Tylko tutejszy barman potrafi zrobić go, tak jak ona lubi…
Rozejrzała się po sali i zobaczyła w drzwiach najwspanialszego mężczyznę w swoim życiu… Wysoki… umięśniony…przystojny… hmmm… Gęste ciemne włosy… Piękne, błyszczące zielone oczy… Każdy jego ruch był tak męski i zmysłowy, że nie mogła od niego oderwać oczu… Mężczyzna szybko zorientował się, że jest obserwowany i z chytrym, seksownym uśmiechem podszedł do niej…
Zarumieniła się… Chciała przeprosić, że się gapiła ale jej nie pozwolił… Przerwał jej, nachylił się nad nią i wyszeptał jej swoim głębokim, miękkim głosem do ucha:
- Zrobię dla Ciebie wszystko czego pragniesz… Cokolwiek, o czym do tej pory mogłaś tylko marzyć… A zrobię to za jedyne 50 $…
Jest jednak jeden warunek…
Kobieta, drżącym już z wrażenia głosem, spytała jaki to warunek.
On odpowiedział:
- Musisz powiedzieć czego pragniesz w trzech słowach.
Kobieta patrząc w jego oczy o hipnotycznym spojrzeniu rozważyła propozycję i sięgnęła do swojej torebki… Wyjęła banknot 50$… Na serwetce napisała swój adres i zwinięte razem wcisnęła w oczekującą na to silną męską dłoń, po czym nachyliła się w jego stronę i wyszeptała trzy słowa:
- Posprzątaj … moje … mieszkanie …

Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i ustaw drabinę tak by umożliwiała dotarcie do banana. Zainstaluj system, który będzie wlewał lodowatą wodę w całym pomieszczeniu, gdy tylko któryś z szympansów zacznie wspinać się po drabinie. Szympansy szybko nauczą się, że nie należy wdrapywać się na drabinę.
Po jakimś czasie wyłącz system „zlewania lodowata wodą” Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten ostatni wejdzie po drabinie i nie wiedząc czemu dostanie wpierdol od pozostałych.
Następnie zastąp jeszcze jednego ze starych szympansów nowym. Ten też dostanie wpierdol i to szympans nr. 6 (ten, który był przed nim wprowadzony) będzie bił najmocniej.
Kontynuuj wymianę starych szympansów na nowych, aż będą sami nowi. Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na drabinę, jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli, to na pewno dostanie wpierdol od pozostałych. Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie, dlaczego.
Tak właśnie wykuwa się kultura korporacyjna firmy. Teraz, gdy znany jest mechanizm procesu, zrozumiałym jest dlaczego przyśpiesza się wymianę „dinozaurów” na młodych, dynamicznych, dlaczego nie dostajesz bananów i dlaczego wielu twoich współpracowników chętnie ci wpierdoli….

There was a blonde woman who was having financial troubles so she
decided to kidnap a child and demand a ransom. She went to a local park,
grabbed a little boy, took him behind a tree and wrote this note. „I have
kidnapped your child. Leave $ 10,000 in a plain, brown bag behind the big
oak tree in the park tomorrow at 7 AM. Signed, „The Blonde”

She pinned the note inside the little boy’s jacket and told him to go straight home.

The next morning, she returned to the park to find the $ 10,000 in a brown
bag, behind the big oak tree, just as she had instructed.

Inside the bag was the following note…”Here is your money. I cannot believe that one blonde
would do this to another!”

pewnego pięknego poranka wstaje facet z łóżka, przeciąga się, i mówi :
- echhh, dziś jest taki piękny dzień…
- i co z tego ? odpowiada żona
- a nic. obiecałaś kiedyś, że pewnego pięknego dnia mnie rzucisz…

x

3 komentarzy

xyz

ale cwiczenie na dykcje:

Prosze czytac glosno…

Wersja podstawowa:

Trzy czarownice ogladaja trzy zegarki Swatcha. Która czarownica

oglada który zegarek?

i teraz wszystko po angielsku:….

Three witches watch three Swatch watches.

Which witch watch which Swatch watch?

A teraz dla zaawansowanych…..

Trzy czarownice po zmianie plci ogladaja trzy guziczki przy zegarkach

Swatcha. Która czarownica oglada który guziczek?

no a teraz po angielsku….

Three switched witches watch three Swatch watch switches.

Which switched witch watch which Swatch watch switch?

Staly sobie w parku dwa posagi, naga kobieta i nagi mezczyzna. Ustawiono je tak, ze
patrzyly na siebie wzrokiem, w którym mozna bylo odczytac nute pozadania. I staly tak lata
i dziesieciolecia cale, i w upal i w slote, pod deszczem i w sloncu, pod opadajacymi
jesiennymi liscmi i wsród wiosennych tulipanów. Az pewnego dnia zjawil sie w parku dobry
aniol, spojrzal na posagi i powiedzial:
- „Za to, ze tak dzielnie przez cale lata w tym parku stoicie, ozywie was na pól godziny,
bedziecie mogli zejsc z cokolu i zrobic, co tylko zapragniecie”. Cud sie dokonal. Posagi
zeszly z cokolu, chwycily sie za rece i czym predzej pobiegly w pobliskie krzaki, z których
wkrótce zaczely dobiegac pomruki i okrzyki rozkoszy. Wreszcie z krzaków ponownie
wynurzyla sie para posagów: – „Ach, jak cudownie bylo”, rzekla kobieta.
- „Tak, doprawdy to wspaniale”, rzekl mezczyzna.
Obserwujacy ich z usmiechem aniol zauwazyl:
- „Sluchajcie, minelo dopiero pietnascie minut, macie do dyspozycji jeszcze drugie tyle!”
- „To co, wracamy w krzaki?”, zapytal mezczyzna
- „Tak, tak, musimy koniecznie to powtórzyc !”, odparla kobieta.
- „No dobrze, ale tym razem to Ty trzymasz golebia, a ja mu bede srac na glowe!”

Harry wrzasnął – powoli jego palce odrywały się od występu. Zacisnął rękę mocniej i ostatkiem sił podciągnął się w górę.
Rozmasował bolące stawy i odsapnął. „Pierwsza zasada nie patrzeć w dół” – pomyślał nie przestając chuchać na poczerwieniałe końcówki palców „Obejrzysz się przez ramie i lecisz”.

Zadarł głowę i uświadomił sobie, iż przebył już całkiem niezły kawałek i do szczytu nie pozostało już wiele. Zebrał się w sobie i wstał starając się przygotować do kolejnego podejścia.

Jego ręka pewnie namierzyła kolejny punkt zaczepienia. Nogi znalazły oparcie i Harry, posapując, zaczął przeć na przód.

Gdzieś w oddali zaskrzeczał ptak uświadamiając nieszczęsnemu amatorowi wspinaczki, iż dobrze jest mieć skrzydła. Kropelki potu zaczęły pojawiać się na czole Harry’ego, by zaraz spłynąć w dół i zawisnąć na czubku nosa.
Z wysiłkiem wspiął się na kolejny występ i spuszczając nogi w dół zaczerpnął powietrza. Miał wrażenie, iż owe trzy głębokie wdechy rozsadzą mu płuca. W skroniach pulsowała krew, a serce waliło jak młot. Otarł twarz rękawem i spojrzał na zegarek . Tak długo już brnął do góry, iż nie zauważył, że zbliża się zmierzch. „Musze tam dotrzeć przed nocą” – wymamrotał pod nosem.

Podniósł się i przerażony wizją kolejnego wysiłku usiadł z powrotem.
„Spokojnie, bez paniki. Masz jeszcze czas Co nagle, to po diable – jak powiedział żółw-satanista” – spróbował zażartować, lecz daleko mu było do śmiechu, a o wiele bliżej do płaczu. „No czas się zbierać” – westchnął wyciągając rękę w górę.

Szkoda, że nie zabrał ze sobą znajomego – we dwójkę byłoby łatwiej. Ale nie teraz jest czas, by czegoś żałować.

Harry wsłuchiwał się w swój organizm, usiłując dopasować odpowiednie tempo. Całe ciało stało się nagle maszyną – wszystkie trybiki musiały idealnie działać, bo każda awaria groziła oderwaniem rąk i spadnięciem.

Do końca już tak niedaleko. Wtem nagły błysk słońca oślepił Harry’ego, zmuszając go tym samym do zaciśnięcia powiek. Odwrócił głowę i otworzył oczy, przed którymi zatańczyły jasne plamy. Po omacku wyszukał następnej szczeliny i wśliznął w nią dłoń. Wolną ręką poszukał kolejnego miejsca, na tyle pewnego, by utrzymało jego osiemdziesięciokilowy ciężar.

Znalazłszy przerzucił nogi nad występ i znalazł się na szczycie. Przez pewien czas leżał na plecach z rozciągniętymi ramionami i odpoczywał. Oddychał miarowo i głęboko usiłując się wewnętrznie uspokoić. Gdy w końcu przekonał sam siebie, iż jest już w stanie sprostać ostatniej przeszkodzie wstał i chwiejnym krokiem ruszył przed siebie.

Kiedy dotarł już do celu swej podróży, z kieszeni wygniecionej marynarki wyjął klucz i długo nim majstrował, nim w końcu trafił do odpowiedniej dziurki w drzwiach.

„Będę miał jutro strasznego kaca” – pomyślał ostatni raz patrząc przez ramię na klatkę schodową…

statek uległ katastrofie. Jedyny pasażer, który ocalał siedział pod palmą i obgryzał kość. Obgryzioną rzucił na stos innych kości. W tym samym momencie dostrzegł ekipę ratunkową.
Ekipa ratunkowa stanęła jak wryta. Byli w szoku widząc stos obgryzonych ludzkich kości i siedzącego obok mężczyznę. Najwyraźniej zjadł współpasażerów! Widząc przerażenie w ich oczach, mężczyzna spóścił głowę i rzekł zawstyczony:
- Tak to prawda… Zjadłem ich wszystkich. Ale nie osądzajcie mnie pochopnie ! Chciałem żyć ! Cóż złego jest w tym, że chciałem żyć?
- Nie będę Cię osądzał – odrzekł dowódca ekipy – nie ma w tym nic złego, że chciałeś przeżyć. Ale ten statek rozbił się, kur*wa, wczoraj !


  • RSS